Chłopcy z Placu Broni - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Deżo zapewnił go, że powód jego wizyty na Placu Broni był inny niż to, że czerwone koszule nim wzgardziły. Nie chciał jednak nic wyjaśnić i wybiegł przez furtkę. Boka w pierwszej chwili chciał za nim ruszyć, lecz przypomniał sobie szyderczy śmiech kolegi. Odwrócił się i ujrzał chłopców, którzy najwidoczniej byli świadkami jego rozmowy ze zdrajcą. Wszyscy zaczęli wiwatować na jego cześć, a Janosz ze wzruszeniem zasalutował swoim żołnierzom. Manewry podniosły wiarę chłopców we własne siły. Po ćwiczeniach Barabasz zwołał walne zebranie Związku Kitowców. Chciał, by Kolnay został zdymisjonowany ze stanowiska prezesa. Dyskusję przerwało gwałtowne pukanie do furtki. Kolnay wpuścił na plac brodatego, eleganckiego mężczyznę, który przedstawił się jako ojciec Gereba. Rychter pobiegł natychmiast po Bokę, a ojciec Gereba spytał, czemu wyrzucono jego syna z Placu Broni. Kolnay wyjaśnił, że Deżo zdradził ich, dołączając do czerwonych koszul.

Mężczyzna opowiedział, że syn wrócił do domu zapłakany i z trudem przyznał się, iż został podejrzany o zdradę. Jako człowiek uczciwy postanowił przekonać się, czy rzeczywiście zdradził przyjaciół. Chłopcy milczeli, nie chcąc sprawiać przykrości dobrotliwie wyglądającemu panu. W końcu dostrzegli Bokę i Nemeczka, którzy szli w stronę wyjścia. Kolnay wskazał na malca, wyjaśniając, że to właśnie on był świadkiem zdrady Deża. Boka krzyknął, że teraz nie mogą podejść, ponieważ Nemeczek źle się czuje i musi wrócić do domu. Ojciec Gereba podszedł do malca, pytając, czy Deżo ich zdradził. Chłopiec, rozpalony gorączką, poczuł, że od tego, co powie, zależy los Gereba. Odparł cicho, że Deżo nie jest zdrajcą. Mężczyzna roześmiał się szyderczo, zarzucając chłopcom kłamstwo. Nemeczek, słaniając się na nogach, wyszedł z Boką na ulicę. Nagle zdjął czapkę, wyjaśniając zaskoczonemu Janoszowi, że kłania się profesorowi Racowi. Przewodniczący rozpłakał się i pospiesznie zaczął prowadzić malca do domu. Tymczasem do pana Gereba podszedł Kolnay, tłumacząc, że Nemeczek jest kłamcą i za zdradę został wyrzucony ze Związku. Mężczyzna stwierdził, że malec ma obłudny wyraz twarzy i uspokojony ruszył do domu, by przebaczyć synowi. W oddali dostrzegł Bokę i płaczącego Nemeczka, który rozgorączkowanymi ustami powtarzał, że jego nazwisko zostało wpisane małymi literami.

VII.

Następnego dnia podczas lekcji chłopcy z Placu Broni wiercili się niespokojnie w ławkach, oczekując na wydarzenia, jakie miały rozegrać się po południu. Wieści o przygotowaniach do wojny dotarły do uczniów z całej szkoły i wszyscy życzyli im zwycięstwa. Zniecierpliwiony zachowaniem klasy profesor Rac tym razem zadowolił się stwierdzeniem, że dzieci mają gorszy dzień i zaczął kartkować notes, by wybrać ucznia do odpowiedzi. Cicho wyczytał nazwisko Nemeczka, lecz okazało się, że chłopiec jest chory i nie zjawił się w szkole. Chłopcy z Placu Broni wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Oni jako jedyni wiedzieli, że malec przeziębił się dla dobra sprawy. Członkowie Związku Kitowców zamierzali wykreślić jego nazwisko z czarnej księgi, lecz na razie nie mogli dojść do porozumienia. Kolnay uważał, że należy to uczynić natychmiast, a Barabasz twierdził, iż najpierw trzeba oddać honor Nemeczkowi i zmienić początkowe litery na duże. Na razie jednak spór stracił znaczenie i wszyscy myśleli wyłącznie o bitwie.

Po każdej lekcji do Boki zgłaszali się ochotnicy, nie należący do grupy, oferując pomoc, lecz przewodniczący grzecznie odmawiał, wyjaśniając, że muszą sami obronić swoją małą ojczyznę. Po lekcjach Boka natychmiast ruszył do domu. Pozostali chłopcy również rozbiegli się, aby punktualnie o czternastej stawić się na Placu Broni. Kiedy nadszedł Janosz, wszyscy w szyku bojowym stali na środku pola. Brakowało jedynie Nemeczka, więc w tak ważnym dniu armia pozostała bez szeregowca. Boka uroczyście złożył funkcję przewodniczącego i przyjął stopień generała. Następnie powtórzył plan działania i rozkazał, by chłopcy zajęli wyznaczone posterunki. Przy Boce został Kolnay, który jako adiutant zastąpił Nemeczka. Przez ramię miał przewieszoną nową trąbkę pocztową, którą zakupiono za wspólny kapitał. Sygnałem z trąbki miał zapowiedzieć nadejście wroga, atak i rozkaz skupienia się przy generale.

Nieoczekiwanie wartownik zameldował, że jakaś dziewczyna zjawiła się przy furtce. Boka kazał ją wpuścić. Dziewczyna podała mu list, wyjaśniając, że Gereb czeka na odpowiedź. Generał otworzył kopertę i znalazł w niej kilka kartek zapisanych drobnym maczkiem. Gereb dziękował im za to, że nie powiedzieli jego ojcu o zdradzie, jakiej się dopuścił i chwalił piękne zachowanie Nemeczka. Ojciec z radości kupił mu książkę „Tajemnicza wyspa”, o której od dawna marzył, lecz on zaniósł ją w prezencie Nemeczkowi. Następnie Gereb pisał o tym, w jaki sposób może naprawić swój błąd. W tym celu udał się do Ogrodu Botanicznego i podsłuchał zebranie czerwonych koszul. Rywale postanowili, że przeprowadzą plan napadu na Plac Broni w ustalonym terminie. Prosił Bokę o przebaczenie i przysięgał, że chce też zasłużyć na przebaczenie kolegów, by wrócić do związku. Z całego serca pragnął walczyć z nimi, nawet jako szeregowy. Boka zrozumiał, że Gereb nie kłamie i chce zmazać swoją winę. Wezwał chłopców, pytając, czy zgadzają się, by Deżo dołączył do nich. Wszyscy jednogłośnie odpowiedzieli, że chcą tego.

Generał przekazał wiadomość służącej, która szybko wybiegła przez furtkę. Boka przydzielił Gereba pod komendę Rychtera, zalecając, by chłopiec uważał na niego i w razie podejrzenia zamknął w budzie. Niemal w tej samej chwili pojawił się Gereb z promieniejącą twarzą. Z powagą zasalutował przed Boką, który zwrócił się do kolegów, zabraniając rozmawiać o winie z Gerebem. Uznał sprawę za zakończoną. Jakiś czas później przerażony wartownik zameldował, że nadchodzi nieprzyjaciel. Boka spojrzał na pobladłego Gereba, zarzucając mu ze złością, że ponownie ich oszukał, po czym odważnie wyszedł na ulicę. Ujrzał braci Pastorów i Sebinicza, który na jego widok wyciągnął białą chorągiew. Janosz wrócił na Plac, przeprosił Gereba za pochopny osąd i kazał wpuścić posłów. Zarządził, by Kolnay i Czele zostali z nim, a reszta chłopców miała ukryć się za sągami drewna. Starszy z braci Pastorów stanął przed Boką i w imieniu wodza czerwonych koszul wypowiedział oficjalną wojnę. Oświadczył, że bitwa rozegra się jutro o wpół do trzeciej.

Boka przyjął w imieniu swojej armii wypowiedzenie wojny i zaproponował ustalenie reguł walki. Ustalono, że będą walczyć na bomby piaskowe, zapasy i szermierkę na włócznie. Posłowie przyjęli warunki bitwy i nieoczekiwanie spytali o Nemeczka, którego chcieli odwiedzić, ponieważ wykazał się ogromną odwagą. Boka podał im adres malca. Przedstawiciele czerwonych koszul zasalutowali i opuścili Plac. Ruszyli w stronę domu małego Nemeczka. Do mieszkania wpuściła ich matka chłopca i zaprowadziła ich do pokoju, w którym leżał. Starszy z Pastorów przekazał pozdrowienia w imieniu Feriego i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Nemeczek uśmiechnął się radośnie i zaczął wypytywać, kiedy będzie wojna. Z żalem stwierdził, że nie będzie mógł uczestniczyć w bitwie. Podał rękę posłom, a bracia Pastorowie przeprosili go za odebranie kulek, po czym wyszli z pomieszczenia. W kuchni zatrzymała ich płacząca matka malca, dziękując im za wizytę i proponując po filiżance czekolady. Starszy Pastor podziękował za propozycję, oświadczając, że nie zasłużyli na smakowity napój.

VIII.

W dniu bitwy była piękna pogoda. Za kwadrans druga cała armia zebrała się na Placu Broni. Chłopcy byli spokojniejsi, ponieważ pojawienie się posłów wyjaśniło sytuację i wiedzieli na co musieli być przygotowani. W ostatniej chwili Boka zmienił plan wojenny i poprosił Jano, by wykopał rowy przed fortecami numer cztery i pięć. Generał wyjaśnił dowódcom, że dwa bataliony ukryją się w rowach i na dany znak z zasadzki zaatakują nieprzyjaciela. Pozostali chłopcy wzmacniali fortece i lepili bomby z piasku. Na jednej z fortec nie było chorągwi, którą chłopcy chcieli odzyskać w uczciwej walce. Poprzedniego dnia do Ogrodu Botanicznego udała się delegacja chłopców z Placu Broni, którzy zabrali ze sobą proporzec przyniesiony przez Gereba. Weiss z szacunkiem przekazał chorągiewkę, a Feri Acz zatrzymał posłów, pytając ich o Gereba. Czele odparł, iż nie zostali upoważnieni do prowadzenia żadnych rozmów, po czym z godnością odeszli.

Tymczasem na Placu Broni trwały przygotowania do bitwy. W pewnym momencie Gereb zbliżył się do Boki i poprosił go o pozwolenie walki w pierwszym szeregu na szańcach, aby wszyscy koledzy go widzieli. Generał przyjrzał mu się uważnie i stwierdził, że jest porządnym chłopakiem. Nieco zmieszany szeregowiec zasalutował i wyznał, że te słowa bardzo go ucieszyły. Po chwili ukrył się w rowie, a Barabasz, którego zastąpił, wspiął się na fortecę. Przez następnych kilkanaście minut wszyscy z niecierpliwością wyglądali nadejścia przeciwników. Boka po raz ostatni dokonał przeglądu swojej armii, sprawdził budkę stróża Jano, w której mieli zostać zamknięci pojmani wrogowie i zbliżył się do szańca. Stanął na nasypie, przemawiając do żołnierzy i uświadamiając ich, że to w ich rękach spoczywają losy bitwy. Odpowiedział mu gromki okrzyk chłopców. Następnie wraz z adiutantem wszedł na dach budy, by stamtąd dobrze widzieć cały plac.

Sześć minut później wszyscy usłyszeli sygnał trąbki, zapowiadający zbliżanie się wroga. Boka, pobladły z wrażenia, zaczął obserwować armię nieprzyjaciela przez lornetkę, po czym wydał Kolnayowi rozkaz do trąbienia. Amię czerwonych koszul prowadził starszy z braci Pastorów. Zatrzymali się w bojowym szyku tuż przy bramach, prowadzących na Plac Broni. Boka przez chwilę wpatrywał się w Feriego i nagle zaczął skakać z radości, krzycząc, że są uratowani. Ucałował Kolnaya, który niczego nie rozumiał Janosz wyjaśnił mu, że armia czerwonych koszul podzieliła się na dwie grupy i jedna z nich czeka, aż grupa dowodzona przez Pastora rozbije przeciwnika. Obaj zeszli z dachu i ruszyli na pomoc. Tymczasem bataliony, rozstawione od ulicy Marii doskonale zrealizowały swój plan. Chłopcy, udając panikę, biegali po tartaku, a czerwoni uganiali się za nimi z wrzaskiem.

Po chwili Kolnay dał sygnał do bombardowania. Boka wysłał go na szaniec, by powiedział żołnierzom, że mają cierpliwie czekać. Za tartakiem rozlegały się okrzyki walczących chłopców. Barabasz cały czas celował w starszego Pastora, który ryczał ze złości. Piechota, ukryta w budce i wozowni, czekała na rozkaz do ataku. Boka zauważył, że bomby piaskowe kończą się i bombardowanie zaczyna słabnąć. Nadal wierzył w zwycięstwo, chociaż forteca numer dwa przerwała ogień. Wówczas wysłał adiutanta z rozkazem dla piechoty. Chłopcy nadciągnęli z odsieczą w samą porę. Przeciwników ogarnęła panika. Zaskoczeni i zdezorientowani po chwili przekonali się, że walczą z chłopcami, którzy jakiś czas temu uciekali przed nimi. Boka również zaczął mocować się z jednym z wrogów, który widząc, że nie zdoła go pokonać, podciął mu nogi. Razem z Kolnayem wepchnęli nieuczciwego przeciwnika do budki stróża. Generał znów włączył się do boju. Adiutant ruszył z rozkazem wzmocnienia fortec do załóg pierwszej i drugiej fortecy.

Czonakosz zdołał zamknąć niepokonanego dotąd Pastora w budce, a jego czyn wywołał okrzyki triumfu. Oddział czerwonych koszul zrozumiał, że przegrywa. Jedyną nadzieją była teraz armia Acza, stojąca przed furtką przy ulicy Pawła. Feri czekał na sygnał do walki, nieświadomy, że jego żołnierze kolejno byli zamykani w stróżówce. Po jakimś czasie usłyszeli doniosły okrzyk, który ich zaniepokoił. Młodszy Pastor wystąpił z szeregu, mówiąc, że najwyraźniej stało się coś złego, ponieważ nie rozpoznaje głosów kolegów. Feri próbował zachować spokój, lecz usłyszał wiwatujących chłopców z Placu Broni. Wówczas domyślił się, że przegrali bitwę i będzie musiał walczyć ze wszystkimi oddziałami przeciwnika, mając do dyspozycji wyłącznie swoją armię. Usłyszał dźwięk trąbki i zobaczył bataliony z Placu Broni, zajmujące pozycje na fortecach od strony ulicy Pawła. Sebenicz pobiegł do ulicy Marii i po chwili wrócił, mówiąc, że nigdzie nie ma oddziału Pastora. Acz domyślił się, że jego żołnierze zostali zamknięci w budce. Wydał rozkaz do ataku i wraz ze swym oddziałem wbiegł na Plac.

Boka, który wraz z Kolnayem zajął pozycję na dachu budki, wydawał dyspozycje. Czerwoni zaczęli cofać się przed piaskowymi bombami i w tym samym momencie ruszyły na nich rezerwowe bataliony. Wkrótce obie armie zwarły się ze sobą na środku placu. Chłopcy z Placu Broni, zmęczeni starciem z oddziałami Pastora, nie zdołali powstrzymać natarcia wroga, który powoli zbliżał się do szańca. Wtedy Boka wysłał adiutanta z rozkazem, aby ukryci w rowie żołnierze przystąpili do ataku. Kolnay ruszył biegiem, lecz nieoczekiwanie przeciwnik zagrodził mu drogę i zaczął się z nim mocować. Generał zeskoczył z budki, by osobiście zanieść rozkaz. W pościg za nim ruszył Feri, lecz Janosz zdołał dotrzeć do szańca i w tym samym momencie w stronę Acza posypały się bomby piaskowe.

Boka zrozumiał, że zbliża się decydujący moment walki i wydał rozkaz do ataku. Natychmiast pojawił się nowy oddział, który zwartym szeregiem natarł na czerwone koszule. Na fortecach zabrakło piasku i artylerzyści przyłączyli się do bitwy na ziemi. Przeciwnicy, świadomi przegranej, zaczęli walczyć niezgodnie z wcześniej przyjętymi regułami. Sytuacja stawała się niebezpieczna. Acz zaczął zbliżać się do budki, by uwolnić zamkniętych chłopców, lecz nagle zatrzymał się, ponieważ zza stróżówki wyłonił się Nemeczek i podniósł do góry ręce. Malec, wymizerowany chorobą, z ogromną siłą chwycił Feriego wpół i powalił go na ziemię, po czym sam upadł nieprzytomny. Armia wroga wpadła w popłoch, co jedynie przypieczętowało ich przegraną.

Chłopcy z Placu Broni otoczyli przeciwników i zaczęli wypierać ich z Placu. Na placu boju został tylko Feri Acz, samotny i pokonany. Obok niego leżał Nemeczek. W szeregach zwycięzców zapanowała euforia. Chłopcy wznosili radosne okrzyki. Boka po chwili wrócił w towarzystwie Słowaka. Przyniósł wodę z tartaku. Wszyscy zgromadzili się wokół nieprzytomnego Nemeczka. Jano ułożył ostrożnie malca na szańcu i delikatnie zwilżył mu twarz. Po paru minutach chłopiec otworzył oczy i uśmiechnął się, nie wiedząc, co się stało. Chłopcy chórem odpowiedzieli, że zwyciężyli, a Boka odparł, że to Nemeczkowi zawdzięczają swoją wygraną. Malec nie chciał w to uwierzyć. Wyjaśnił, że rodzice nie pozwolili mu wychodzić z domu, lecz kiedy został sam, zdawało mu się, że słyszy głos Kolnaya, który wzywał go na pomoc. Potem usłyszał Bokę, który nie kazał mu przychodzić na Plac Broni. Dlatego wyskoczył z łóżka, ubrał się i uciekł z domu. Opowiadał to z przejęciem i nagle zaniósł się kaszlem.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Chłopcy z Placu Broni - streszczenie w pigułce
2  Najważniejsze wartości w życiu chłopców z Placu Broni
3  Erno Nemeczek – charakterystyka postaci



Komentarze: Chłopcy z Placu Broni - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2013-02-04 19:09:19

A ja mam jutro z tego sprawdzian a dziś dopiero wypożyczyłam książkę.Czytam i czytam i jestem na stronie 24 i postanowiłam zajżeć do streszczeń..Jutro spr a ja nic nie wiem!


2013-01-07 18:06:38

Moim zdaniem ta książka jest najwspanialsza;* jaką w życiu czytałam. Przy ostatnich stronach aż się poryczałam, naprawdę zachęcam do przeczytania jej;*;*


2013-01-07 15:26:32

tak, tak... książka- jest książką , ale jak nie fortunnie może zareagować człowiek ... było nudne... przyznaje ...ale gdy się wczułam...naprawdę fajna książka! Sama mam ją jako lekture , a jestem dziewczyną i tak mi się podobała!


2013-01-06 16:19:28

Książka była super, na końcu po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko. Żałuję, że nie przeczytałam tej książki tylko samo streszczenie. Wiem, że to tylko zwykła opowieść, ale bardzo przykra.


2012-12-05 14:01:25

musze przeczytać na jutro więc siedze i ją czytam bo mi sie wcześniej nie chcialo ale po krótkim przeczytaniu stwierdzam ze jet to fajna książka :D:D:D:D




Streszczenia książek
Tagi: